future:null:preludium – prace trwają

Sierpień 22, 2009

2009_08_22_01

Reklamy

future:null:preludium – ruszył dev log

Czerwiec 20, 2009

Ruszyły prace nad future:null:preludium, ruszył też dev log.
Do poczytania > tutaj <

2009_06_20_zwiastun


Warsztat Summer of Code 2009 – Future:Null:Preludium

Czerwiec 17, 2009

warsztat summer of code 2009

Kolega Stalek z załogi Evil Indie Games poinformował nas wszystkich w dniu dzisiejszym, że rozpoczyna prace nad nowym projektem: Future:Null:Preludium, który będzie tworzony w ramach Warsztat Summer of Code 2009.

> Więcej tutaj <


Co będzie potem?

Luty 2, 2009

Co będzie potem?

Co będzie potem?

Informacja o tym co będzie potem, znajduje się >tutaj<


Strażnica

Listopad 24, 2008

Kiedy budzę się rano coś zawsze drapie mnie w gardle. Moja dziewczyna mówi, że chrapię okropnie w nocy. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Przez siatkę w oknach wdziera się poranne słońce. Gdzieś w oddali wirują tumany kurzu, wiatr lekko tańczy na poatomowym stepie. Metalowy, odrapany, chyba jeszcze radziecki budzik, wskazuje pięć po godzinie szóstej. Jest jakoś zimno, posadzka gryzie mnie w stopy, spoglądam w górę i widzę, że sufit sypie się kompletnie. Zawsze z rana płuczę usta łykiem wody z wyszczerbionego kubka z diabłem tasmańskim, potem resztą zwilżam oczy, czoło i włosy. W ten sposób witam dzień nowy, w ten sposób odganiam sen i wszystkie koszmary. Tej nocy na szczęście było ich mało. Dziewczyna choć wstała chwilę po mnie, już krząta się przy palenisku. Na kawałek blachy wylewa olej, gdy zaskwierczy doda cebuli, jajek, kiełbasy. Prawdziwie królewski posiłek, posiłek o jakim wielu może pomarzyć tylko, posiłek za który największa cześć, chwała i uwielbienie dla odrodzonej naszej Nowej Polski, wspaniałej.

Po śniadaniu wkładam mundur polowy, biorę Stena 3000 naszej roboty, wychodzę na korytarz, po dziurawych schodach, schodzę na dół, w podwórze. Chłopaki są już na miejscu, jarają przydziałowe nowopolskie szlugi. Wraca patrol z ruin miasta. Dym z fajek lekko kręci mi w nosie i drażni żołądek, więc po drabince wychodzę na punkt obserwacji, zaczerpnąć powietrza, rozeznać się w sytuacji. Na górze Staszek z lornetką, wartownik obecnej zmiany, najważniejszy teraz, taksuje horyzont z uwagą. Strażnica nasza to skraj wypalonego miasta, to brama do ruin, do domostw ukrytych w zaszczurzonych piwnicach. Do przegniłych schronów, w których starcy, dzieci, matki i ojcowie w szczęściu trwają, że Nowa Polska daje im strawę, dach i sen bez strachu. Strażnica nasza to pierwsza i najważniejsza jest ich ochrona. Patrzę na miasto i widzę szare, przemielone, okaleczone bryły budynków. Widzę wyrwy i prowizoryczne chodniki – przesmyki między tym całym gruzem, pyłem, betonem i stalowymi drutami. A z drugiej strony jest step. Step atomowy, wypalony, przeorany, z nową jałową trawą to tu, to tam, to tu to tam…

Nagle Staszek odrywa oczy od lornetki, obraca się do mnie i wskazując gdzieś na horyzont: proszę spojrzeć panie kapitanie, tam postacie jakieś – mówi. Biorę lornetkę od niego i patrzę… Za chwilę już krzątanina, pośpiech i szykowanie KMów. Za chwilę jesteśmy gotowi, na stanowiskach, z rękami na broni. To brudni, uchodźcy, nędzarze, idą na nas prosto. Z kierunku Warszawy… Wychudzeni, głodni, chorzy, ranni. Bose dzieci szczarniałe, wychudłe krowy, kobiety bez zębów, mężczyźni bez dłoni. Staszek przy lornetce wypatruje bacznie. Padają spieszne pytania: Uzbrojeni? Jak liczni? Nie widać Mongołów? To dziady brudne i nędza, wloką wózki z dobytkiem, szmatami, przegniłymi klamotami i szajsem. Broni nie widać, a zresztą oni ledwo na nogach do przodu się suną. Poranionych jest dużo. Masa ich idzie, z babami i dziećmi, ze dwieście ich będzie. Wyglądają na naszych albo na ruskich, chińczyka śladu nie widać pomiędzy nimi…

Jesteśmy gotowi na przejecie tej brudnej watahy. Są urzędnicy już z nami, są też ściągnięte z ruin, w gotowości porządkowe odziały. My mamy zabezpieczać, tylko przyjęcie tych nędzarzy z ich rozklekotanymi wózkami pod skrzydła najmilszej nam Nowej Polski. Sytuacja, prosta, klarowna, trywialna się zdaje, jednak niepokój jak zwykle do serca się wkrada: jak oni od warszawy Idą i czemu z tamtego kierunku właśnie, jak warszawa to radioaktywne wypalone pustkowie, w którym tylko śmierć i choroby???… Chwieją się ale idą, maja jakieś zgaszone oczy, na pewno się nie cieszą. Pewnie już nas dostrzegli, pewnie dostrzegli wymierzone w siebie karabinów lufy. Idą jak we śnie, jak ożywione trupy. Są już w zasięgu KMów, karabinów, już niemal na wyciągnięcie ręki.

Nagle gwizd ostry nie wiedzieć skąd zupełnie, tnie powietrze niczym kat głowę mordercy. Brudni nędzarze, jakby niewidoczną siłą pchnięci padają na ziemię. Z wózków ich pokracznych idą strzały seriami, lecą granaty. Mongoły! Chińskie karabiny już grają. Salwy ogłuszają. Biegną na nas, są wszędzie, chińskie Chełmy, mundury. Nasze karabiny odpowiadają po chwili, przytłumione, niepewne, celujemy w skośne twarze. Nie cofamy się, jeszcze trwamy…

Kiedy budzę się rano coś zawsze drapie mnie w gardle. Moja dziewczyna mówi, że chrapię okropnie w nocy. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.


stalek 06.11.2008


Strażnica


Naprzód Nowa Polsko!

Październik 12, 2008

Nowopolskie Siły Pancerne – ślepa uliczka rozwoju technicznego, czy też śmiała alternatywa na trudne czasy?


A może by tak jakiś obrazek z gry :>

Sierpień 4, 2008
null - postapocalyptic RTS

future:null - postapocalyptic RTS